O SŁOWIE: kazania i artykuły o tematyce teologicznej

O codziennym ŻYCIU z Bogiem

O chrześcijańskim POWOŁANIU we wszystkich jego aspektach

Bóg wszelkiej pociechy. Kazanie na pogrzeb Helenki

Stając wobec rzeczywistości tak dramatycznej i niepojętej jak śmierć małej Helenki pytamy: Jak to możliwe?

Niełatwo pogodzić się z tym, co się stało. Niełatwo to zrozumieć.

Ale kiedy już zdamy sobie sprawę z tego, jak niewiele rozumiemy i kiedy pogodzimy się z tym, że tu na ziemi wiele rzeczy do samego końca pozostanie dla nas tajemnicą, okazuje się, że Bóg ofiarowuje nam coś znacznie cenniejszego niż wiedza, coś lepszego niż zrozumienie.
Coś, czego tak naprawdę potrzebujemy.
Pociechę.

Apostoł Paweł nazywa Boga Ojcem miłosierdzia i Bogiem wszelkiej pociechy, który pociesza nas we wszelkim utrapieniu naszym (2 Kor 1,2-4).
Pocieszycielem Jezus nazywa Ducha Świętego.

Przez wieki w wielu chrześcijańskich rodzinach dzieci uczone były podstaw wiary chrześcijańskiej przy pomocy Katechizmu Heidelberskiego (z roku 1563). Uczono go na pamięć. Katechizm rozpoczyna się pytaniem:

"W czym znajdujesz jedyną pociechę w życiu i wobec śmierci?"

Odpowiedź brzmi: "W tym, że ciałem i duszą należę - zarówno teraz, gdy żyję, jak i wtedy, gdy umrę - nie do siebie, ale do Jezusa Chrystusa, mego wiernego Zbawiciela.  To On swą drogą krwią dał całkowite zadośćuczynienie za moje grzechy, wyzwolił mnie z mocy diabła, to On strzeże mnie tak dobrze, że nawet włos z głowy mi nie spadnie bez woli Ojca niebiańskiego, co więcej - wszystko musi służyć mojemu dobru. Dlatego - przez Ducha Świętego - daje mi On pewność życia wiecznego i pozwala, abym od tej chwili z całego serca pragnął żyć dla Niego".

A zatem: w czym znajdujesz jedyną pociechę w życiu i wobec śmierci?

W tym, że ciałem i duszą należę - zarówno teraz, gdy żyję, jak i wtedy, gdy umrę - nie do siebie, ale do Jezusa Chrystusa, mego wiernego Zbawiciela

Ten, do którego należę, wyzwolił mnie i strzeże.

Ten, do którego należę, dobrze wie czym jest ból i cierpienie. Doświadczony we wszystkim oprócz grzechu płakał po śmierci swojego przyjaciela Łazarza

Kiedy umierał na krzyżu, obok, pod krzyżem, stała Jego Matka.
Cierpiała patrząc na Jego bolesną mękę.
Cierpiała przypatrując się Jego powolnej śmierci
Wiedziała, że jej Syn cierpi niewinnie.
Wiedziała, że nic złego nie uczynił. Przeszedł przez życie dobrze czyniąc, uzdrawiając … (Dz 10,38).
Był młody. Za młody, żeby umierać.
Poza tym, wszyscy to wiemy - rodzice nie powinni patrzeć na śmierć swoich dzieci. Nie powinni grzebać swoich dzieci. Takie sytuacje budzą w nas naturalny, słuszny odruch sprzeciwu. Dzisiaj czujemy to bardziej niż kiedykolwiek

Pan Bóg jeden wie, ile wtedy, w tamtym momencie, Matka naszego Pana rozumiała z tego wszystkiego, co się działo. Być może niewiele.

A Jezus?
On dokładnie wiedział, co czuje Jego Matka. Ewangelista Jan przypomina nam, że Jezus „nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co w człowieku się kryje” (J 2,25).
Cierpienia matki z pewnością dodawały udręki Jego męce.

Patrząc z tej perspektywy na cierpienia Jezusa widzimy, że rację miał Bonhoeffer pisząc: „Bóg nie każe nam iść żadną drogą, której by On sam nie przemierzył i na której by nie szedł przed nami”.

Płaczemy dzisiaj po śmierci Helenki i pewnie długo jeszcze będziemy płakać. Długo jeszcze w sercach jej najbliższych obecny będą ból, smutek i poczucie wielkiej straty.

I kiedy dzisiaj przychodzi do nas Chrystus w swoim Słowie i przynosi prawdziwą pociechę, On nie każe nam udawać, że nic się nie stało. Płacze razem z nami słowami Psalmu 42.

Ale to właśnie On - Jego obecność sprawia, że ból nie zamienia się w bezdenną rozpacz. On prowadzi nas drogą, którą sam przemierzył i którą teraz idzie razem z nami.

Wiara, że w Jego ręku jesteśmy zarówno my, którzy żyjemy, jak i ci, którzy umarli, „w ręku tego, który  swą drogą krwią dał całkowite zadośćuczynienie za moje grzechy, wyzwolił mnie z mocy diabła, to On strzeże mnie tak dobrze, że nawet włos z głowy mi nie spadnie bez woli Ojca niebiańskiego”,  niesie prawdziwą pociechę.

Zapamiętam Helenkę taką jaką widziałem ją na niedzielnym nabożeństwie zaledwie tydzień temu. Roześmiana, pełna życia przechodziła z rąk do rąk, a jak tylko nadarzyła się okazja usiłowała ściągnąć obrus ze stołu komunijnego.

Wierzę, że taką samą, tylko jeszcze piękniejszą, przemienioną mocą Zmartwychwstałego Chrystusa, spotkamy ją w wieczności.
Amen.

Modlitwa:

Łaskawy i miłosierny Boże, dziękujemy Ci za naszą małą siostrę Helenkę. Dziękujemy za radość jaką każdego dnia, przez całe swoje krótkie życie wnosiła do domu swoich rodziców.

Dobry Boże, dziękujemy Ci za rodziców Helenki, za Walerię i Tomka, a także za jej braci: Antka, Bazylego i Zachariasza. Dziękujemy, że dałeś Helence w dniach jej ziemskiego życia dom pełen wiary i miłości, rodziców którzy otoczyli ją troską i opieką, będąc dla niej żywym świadectwem Twojej ojcowskiej miłości. Dziękujemy, że dałeś jej braci, którzy byli jej bliscy.

Łaskawy Panie, prosimy pokornie, pociesz tych, którzy płaczą po śmierci Helenki, w szczególności prosimy o jej mamę, tatę i braci. Umocnij ich serca, otrzyj łzy z ich oczu.

Spraw Panie, aby żałoba, którą wspólnie przeżywamy okazała się dla każdego z nas  sposobnością do spotkania z żywym Chrystusem, zachętą do wiary i wytrwałości. Daj Panie, każdemu z nas tu obecnych przeżyć nasze dni w wierze, a kiedy wypełnią się nasze dni, daj nam dobrą śmierć, abyśmy pojednani z Tobą przez krew Chrystusa, z Chrystusem umarli, aby żyć z Nim na wieki.