O SŁOWIE: kazania i artykuły o tematyce teologicznej

O codziennym ŻYCIU z Bogiem

O chrześcijańskim POWOŁANIU we wszystkich jego aspektach

Symeon i marzyciele (kazanie na Święto Ofiarowania Pańskiego)

„Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela (Łk 2,29-32BT )”

„A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela...” (Łk 24,27 BT)

Marzycielstwo stanowi śmiertelne zagrożenie dla wiary. Tym groźniejsze, że ukryte i podstępne. Nie polega bowiem ono na odrzuceniu wiary, lecz na zastąpieniu jej, pozornie bardzo pobożną, idealistyczną imitacją. Marzycielstwo bywa na zewnątrz tak bardzo podobne do wiary, że można je rozpoznać dopiero po zatrutych owocach. Marzycielstwo to zdeformowana nadzieja, oczekiwanie dobrych rzeczy w niewłaściwy sposób.

Człowiekiem wiary był Symeon. Marzycielami okazali się uczniowie, których zmartwychwstały Chrystus spotkał w drodze do Emaus.

Symeon oczekiwał pociechy Izraela (Łk 2,25). Zawierzył Słowu Obietnicy, zgodnie z którym miał „nie ujrzeć śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego”. Tego dnia, jak mówi Ewangelista, „za natchnieniem Ducha przyszedł do świątyni.”(Łk 2,27) Zobaczył dwoje ubogich ludzi z małym dzieckiem, w którym rozpoznał Chrystusa. Najprawdopodobniej dziecko niczym nie różniło się od innych dzieci w podobnym wieku, a jego pojawienie się w świątyni nie zwróciło niczyjej uwagi. Jedynie wiara w Słowo pozwalała zobaczyć w Nim wypełnienie Obietnicy. Przez wiarę Symeon przyjął i rozpoznał Chrystusa takiego, jakim Go zobaczył tego pamiętnego dnia: ubogiego, po niemowlęcemu nieporadnego i całkowicie zależnego od innych, w swej dziecięcej postaci. Był gotów przyjąć Go jednocześnie jako Tego, któremu „sprzeciwiać się będą” (Łk 2,34) i z powodu którego duszę Jego matki „przeniknie miecz” (Łk 2,36), a także jako „światło na oświecenie pogan i chwałę Izraela” (Łk 2,32). Spoglądając na Jezusa oczyma wiary mógł zobaczyć wszystko w jednej chwili: ubóstwo i poniżenie, hańbę krzyża i chwałę zmartwychwstania. Bo wiara pozwala zobaczyć to, czego jeszcze nie widać (Hebr 11), a potem z cierpliwością tego oczekiwać, nie poddając się zniechęceniu.

Uczniowie chodzili z Jezusem trzy lata. Widzieli znaki i cuda. Rozpoznali w Nim Wybawcę narodu. Doznali jednak zawodu, kiedy okazało się, że Chrystus nie przepędził Rzymian i nie odnowił królestwa Dawida w sposób, który odpowiadałby ich oczekiwaniom.

Symeon podążał za Słowem (tym, co pochodzi od Boga), uczniowie za swoimi marzeniami (tym, co pochodziło od nich). On doznał spełnienia, oni frustracji.

Luter nazywał marzycielami zwolenników Karlstadta i innych radykałów, którzy w czasach Reformacji zamiast reform pragnęli rewolucji. Zamiast oczyścić kościół chcieli go zbudować na nowo, a na gruzach panującego systemu społeczno-politycznego zaprowadzić, rzekomo w imię Ewangelii, raj na ziemi.

Bonhoeffer nazywał marzycielami ludzi, którzy zamiast kochać kościół takim jakim jest, pielęgnują swoje wyobrażenie o kościele idealnym, a zamiast oczekiwać od kościoła tego, co Bóg obiecał w kościele i poprzez kościół nam ofiarować, oczekują spełnienia własnych „pobożnych” pragnień i wyobrażeń.

Wiara i marzycielstwo to dwie postawy, dwa sposoby na jakie możesz przyjmować Chrystusa i kościół (Jego Ciało na ziemi). Wiara oczekuje od Chrystusa i Kościoła tego, co zostało nam w Chrystusie i Kościele obiecane. Marzycielstwo żąda spełnienia marzeń, tęsknot i pragnień. Wiara oczekuje właściwych rzeczy we właściwym czasie: zbawienia w Chrystusie i chrześcijańskiego braterstwa, społeczności Słowa i sakramentów w kościele. Marzycielstwo w najbardziej rozpowszechnionej współcześnie postaci domaga się, aby Chrystus niezwłocznie rozwiązał wszystkie nasze problemy, a kościół w doskonały sposób, całkowicie zaspokoił wszelkie nasze, często bardziej emocjonalne niż duchowe potrzeby, spełnił subiektywne oczekiwania i wyobrażenia na temat tego, czym jest, albo nie jest chrześcijańska wspólnota. I tak jak w naszych oczekiwaniach wobec Chrystusa potrafimy powściągnąć swoje marzycielstwo (wszak nie wypada czynić JEMU wyrzutów), tak wobec kościoła poczynamy sobie zupełnie swobodnie. Zapominamy przy tym, że nasz stosunek do Chrystusa i kościoła to dwie strony tego samego medalu. Począwszy od dnia Wniebowstąpienia kościół jest bowiem najbardziej namacalnym sposobem Jego obecności pośród ludzi, Jego Ciałem na ziemi. W pewnym sensie jest on „Chrystusem” w świecie.

Popadając w marzycielstwo, zamiast chrześcijańskiego braterstwa oczekujemy od kościoła przede wszystkim „dobrych relacji”, uważając przy tym za dobre to, co miłe, a nie to, co szczere i zbudowane na prawdzie. Zamiast „jednego Ducha” domagamy się „jednego ducha”, zamiast społeczności w Prawdzie pragniemy wspólnoty emocji. Tymczasem Bóg nie jest Bogiem emocji, lecz Bogiem prawdy.

Kto chce mieć więcej niż to, co Chrystus zbudował między nami, ten nie chce braterstwa chrześcijańskiego, lecz szuka jakichś nadzwyczajnych przeżyć wspólnotowych (...) Braterstwu chrześcijańskiemu zagraża niebezpieczeństwo, wewnętrzne zatrucie - mianowicie przez zamianę braterstwa chrześcijańskiego na życzeniowy obraz pobożnego towarzystwa, przez pomieszanie naturalnej tęsknoty pobożnego serca za wspólnotą z duchową rzeczywistością chrześcijańskiego braterstwa (…).

Dla chrześcijańskiego braterstwa ważne jest, aby od pierwszych początków było jasne, że: po pierwsze - chrześcijańskie braterstwo nie jest żadnym ideałem, lecz Bożą rzeczywistością; po drugie - chrześcijańskie braterstwo jest rzeczywistością duchową, a nie psychiczną

Chrześcijańskie braterstwo to nie jakiś ideał, który mielibyśmy realizować; to stworzona przez Boga w Chrystusie rzeczywistość, w której możemy uczestniczyć.

Marzycielstwo rzuca wyzwanie duchowej rzeczywistości kościoła. Widzi go i ocenia przez pryzmat marzycielskich oczekiwań. Z tego powodu nie potrafi dostrzec duchowej rzeczywistości Ciała chrystusowego tam gdzie, kościół jest słaby, niedojrzały i grzeszny, bądź też jawi się taki w oczach marzyciela. Marzyciel nie wierzy w chrześcijańskie braterstwo tam, gdzie go na określony przez samego siebie sposób nie doświadcza. Jeśli ludzie w kościele nie okazują mu życzliwości i zainteresowania w czasie i w sposób, jaki on uważa za właściwy, jeśli atmosfera w kościele nie zawsze jest tak radosna i braterska, a relacje między ludźmi tak zażyłe i głębokie, jak być jego zdaniem powinny, marzyciel gorszy się i odwraca od kościoła. Tymczasem: Nie doświadczenie braterstwa chrześcijańskiego wiąże nas razem, ale mocna wiara w braterstwo. (...) W wierze jesteśmy złączeni, a nie w doświadczeniu.

Wiara rozpoznaje w kościele Ciało Chrystusa pomimo jego niedojrzałości i niedoskonałości. Widzi duchową rzeczywistość tam, gdzie zewnętrzna powłoka jest raczej odpychająca. Tam gdzie brakuje dojrzałości, wzajemnej troski, serdeczności, dobrego słowa i świadectwa, wiara pozwala ich z cierpliwością i nadzieją oczekiwać. Człowiek wiary rozpoznaje bowiem, że kościół jest w pierwszej kolejności wspólnotą prawdy, a nie emocji. Jego zadaniem jest głosić Słowo i sprawować sakramenty, zachowując biblijną dyscyplinę. Zastosowanie do kościoła uniwersalnej zasady „Szukajcie wpierw Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a wszystko inne będzie wam dodane” (Mt 6,33) oznacza, że na zwiastowaniu Słowa, a nie na międzyludzkich stosunkach, rozmaitych działaniach i aktywnościach powinien koncentrować się kościół. Dobra, serdeczna atmosfera, i zażyłe relacje, nie powinny być traktowane jako cel działania kościoła, ale jako oczekiwany owoc wytrwałej służby Słowa i sakramentów.

Wiarę i marzycielstwo rozpoznajemy po owocach. Marzyciel gardzi kościołem, który postrzega jako słaby, grzeszny, niepasujący do życzeniowego obrazu pobożnego towarzystwa. Odwraca się od niego i porzuca go dla wyobrażenia o kościele idealnym, rzekomo „prawdziwym”, a w rzeczywistości urojonym. Nie może bowiem być prawdziwym to, co nie istnieje. Marzyciel odwraca się od konkretnej wspólnoty, kierując ku niej żale i pretensje, a swoją „miłością” obdarza widmo zgromadzenia doskonałego. W ten sposób, zamiast budować kościół, niszczy go.

Kto kocha bardziej swoje marzenie o chrześcijańskiej wspólnocie niż sarną chrześcijańską wspólnotę, ten stanie się niszczycielem każdej chrześcijańskiej wspólnoty, choćby osobiście sądził; iż działa nie wiadomo jak szczerze, poważnie i pełen poświęcenia.

Marzycielstwo zabija chrześcijańskie braterstwo, ponieważ zamiast sługą, czyni człowieka fałszywym sędzią. Pozbawia go pragnienia i gotowości służenia braciom. Usprawiedliwia wszelkie zaniedbanie i brak zaangażowania. Marzyciel, będąc głęboko zawiedziony kościołem takim, jaki widzi, nie poczuwa się bowiem do żadnych wobec niego zobowiązań. Bywa, że marzyciel wędruje od jednej wspólnoty do drugiej, z upodobaniem wyszukując wady i niedomagania każdej z nich. Staje się w ten sposób wybrednym smakoszem i koneserem gotowym wszystkie aspekty kościelnego życia ocenić i skrytykować.

Bóg nienawidzi marzycielstwa, bo ono czyni pysznym i pretensjonalnym. Kto wymarzy sobie obraz jakiejś wspólnoty, ten żąda od Boga, od bliźniego i od siebie spełnienia owego marzenia. Taki człowiek wchodzi we wspólnotę chrześcijan jako żądający, wprowadza własne prawo i według niego sądzi braci i samego Boga.

Człowiek wiary ma wobec kościoła oczekiwania większe nawet niż marzyciel. Pragnie bowiem nie tylko „prawdziwie braterskiej” atmosfery i takich samych relacji. Oczekuje ponadto, że będą one trwałym owocem czegoś znacznie bardziej doniosłego: społeczności w Prawdzie. W przeciwieństwie do marzyciela człowiek wiary potrafi jednak odróżnić to, co jest niewidzialną istotą chrześcijańskiego braterstwa, od tego, co jest jego widzialnym owocem. Pragnie owocu, ale w odróżnieniu od marzyciela jest gotów na ten owoc ciężko pracować i długo czekać. Jest gotów na „siew we łzach” w nadziei radosnego żniwa (Ps 126).

Wiara jest czynna w miłości (Gal 5,6). Miłość objawia się w działaniu, a zatem wiara jest czynna w działaniu. Dostrzegając braki kościoła szuka sposobności, aby je usunąć, dostrzegając potrzeby próbuje je zaspokoić. Parafrazując Kennedy'ego człowiek wiary, w przeciwieństwie do marzyciela nie pyta, co kościół powinien zrobić dla niego, tylko co on może zrobić dla kościoła. Wiara rodzi wytrwałą służbę i cierpliwe oczekiwanie owocu. Wiara jest szczepionką przeciwko zniechęceniu, kieruje bowiem wzrok na to, co niewidzialne i pełne chwały (Hebr 11).

Choć wiarę i marzycielstwo dzieli przepaść, żaden prawdziwy chrześcijanin, pomimo, iż jest człowiekiem wiary, nie jest całkowicie wolny od marzycielstwa. Ono jest jak nowotwór, który rozrastając się „pożera” i wyniszcza zdrową tkankę. W każdym z nas zdrowa wiara i marzycielstwo toczą walkę, jak dwa wilki z piosenki „Lux Torpedy”: Wygrywa ten, którego karmisz.

Marzycielstwo karmi się cielesnymi wyobrażeniami i złudzeniami, a przede wszystkim rozczarowaniem, które przynoszą. Pielęgnując w sobie życzeniowy obraz pobożnego towarzystwapogrążamy się coraz bardziej w marzycielstwie, które czyni nas bezużytecznymi i bezowocnymi dla Chrystusa.

Wiara rodzi się ze słuchania Słowa (Rz 10,19) i karmi się Słowem. Patrząc na kościół przez okulary Słowa zobaczysz go takim jakim jest, pełnym chwały Miastem Boga, pomimo przejściowo niedoskonałej postaci. Zachowaj ten obraz w pamięci. Spojrzenie z właściwej perspektywy zaowocuje właściwą postawą, gotowością do służby i miłością do braci.

Każdy chrześcijanin przeżywa w swoim życiu niejedno rozczarowanie kościołem. Jest ono nieuchronnym wynikiem konfrontacji biblijnych standardów z rzeczywistością. Kościół nie dorasta do tego czym jest. Alfred Loisy pisał w sposób nie pozbawiony ironii: „Jezus zapowiadał królestwo Boże, a pojawił się kościół.” Jednak zdaniem C.S Lewisa to rozczarowanie ma służyć przejściu „od marzycielskich aspiracji do pracowitego działania.” Stanie się tak, jeśli w Twoim życiu wiara weźmie górę nad marzycielstwem.

(Fragmenty pisane kurysywą to cytaty z książki D. Bonhoeffera Życie wspólne, którą gorąco polecam)

Pastuszkowie, mędrcy i uczeni w Piśmie. Rozważanie na Święto Objawienia Pańskiego

Lubię Święto Objawienia Pańskiego. Z przyczyn teologicznych. Jego przesłanie przywraca zachwiane proporcje w jednym z istotnych aspektów historii o Narodzeniu Pańskim. Popularna bożonarodzeniowa narracja została zdominowana przez pastuszków. Bardzo mocno podkreśla się w niej, że hołd Narodzonemu oddali ubodzy i prości (pastuszkowie), w przeciwieństwie do wykształconych (uczeni w Piśmie), bogatych i wpływowych (kapłani, herodianie). W efekcie utrwalił się w naszych główkach schemat według którego ubóstwo i brak wykształcenia stają się cnotą. Mędrcy ze Wschodu burzą ten fałszywy stereotyp. W całej historii o narodzeniu Pańskim to oni, będąc niewątpliwie ludźmi bogatymi, wykształconymi i wpływowymi, wykazują się największą wiarą. Opierając się najprawdopodobniej jedynie na enigmatycznym proroctwie Balaama "Wzejdzie gwiazda z Jakuba, Powstanie berło z Izraela, I roztrzaska skronie Moabu, Ciemię wszystkich synów Seta (4 M 24,17)" zostawiają swoje codzienne sprawy, podejmują trudy wielotygodniowej podróży. Spodziewają się ujrzeć królewskie dziecko we wspaniałym pałacu (dlatego w pierwszej kolejności udają się do Jerozolimy, na dwór Heroda), a jednak nie gorszą się tym, co zastają na miejscu. Oddają hołd ubogiemu Królowi.

Ta historia pokazuje nam, ze pozycja społeczna i bogactwo nie mają znaczenia. Pełen wiary może być zarówno Mędrzec ze Wschodu ofiarujący Chrystusowi szkatułę złota, jak i pasterz, który przychodzi do Niego, prosto z pastwiska, z pustymi rękoma. Ponadto, przypomina nam również o tym, że szczera wiara płynąca z serca to początek Królestwa Bożego, a nie jego pełnia. Ludzie, których serca zostały przemienione mocą Słowa powinni przemieniać według biblijnych schematów swoje rodziny, lokalne społeczności, a w konsekwencje całe narody, tak aby pod Jego stopy poddany został cały świat, wraz ze stworzonymi przez człowieka instytucjami. Aby chwała i bogactwo narodów (Iz 66) zostały oddane na służbę Królestwa Bożego, czego proroczą zapowiedzią był pokłon Mędrców ze Wschodu.

Kapłani i uczeni w Piśmie. Najbardziej tragiczni bohaterowie tej historii. Na polecenie Heroda, na podstawie Pism, udzielają Męrcom z Wschodu szczegółowych wskazówek, odnośnie Mesjasza, który narodził się w Betlejem. Mędrcy niewiele wiedzieli. O Betlejem nie wiedzieli nic. Szukali króla, zatem udali się do Jerozolimy, królewskiego miasta. Aby trafić do Betlejem potrzebowali Słowa. I kogoś, kto by je im należycie wyłożył. Kapłanów i uczonych w Piśmie. Usłyszeli, uwierzyli, poszli i oddali hołd Dzieciątku. A kapłani i uczeni w Piśmie? Zostali w Jerozolimie. Bez wiary, nadziei i przebaczenia grzechów, które przyniósł ludziom Chrystus.
To jest doprawdy tragiczna historia. Pokazuje ona, że można poświęcić całe życie studiowaniu Pisma i stracić duszę. Być zwiastunem dla innych, samemu zostać odrzuconym (1 Kor 9,27). Być wybitnym specjalistą od zbawienia i trafić do piekła. Oto, co znaczy, być ze wszystkich ludzi najbardziej pożałowania godnym (1 Kor 15,19).
Strzeżmy się herezji zbawienia przez wiedzę. Wiara, której brakuje wiedzy, szuka jej i znajduje, czego szuka. Wiedza bez wiary wzbija w pychę (1 Kor 8,1) i prowadzi do zguby.

Brzydkie Kaczątko (Opowieść wigilijna nie tylko dla dzieci)



Każda dobra i prawdziwa opowieść mówi o Chrystusie. W każdej mądrej i pięknej baśni możemy go odnaleźć. On jest dzielnym Rycerzem, który pokonuje smoka (Szatana), uwalnia Piękną (Kościół) i zdobywa jej serce, a w nagrodę zasiada na tronie. On jest również … Brzydkim Kaczątkiem.
Brzydkie Kaczątko od samego początku było tym, kim było. Łabędziem. Królewskim ptakiem, budzącym podziw i respekt dalszych krewniaków. Pojawiło się w niecodziennym otoczeniu, w postaci niedojrzałej, a przez to pozbawionej zewnętrznych atrybutów królewskiego majestatu. Niemniej jednak, do królewskiego rodu należało od samego początku. Co ciekawe, wyglądało dokładnie tak, jak powinno było wyglądać biorąc pod uwagę czas, swój młody wiek. Jedynie ignorancja otoczenia spowodowała, iż wyglądając jak młody łabędź zostało uznane za wyjątkowo brzydkie kaczątko. Nierozpoznane, a w konsekwencji odrzucone, odchodzi. Ale kiedy powraca nikt nie może już zaprzeczyć, że to królewski ptak. Jego splendor i majestat stają się jawne dla największych nawet ignorantów i niedowiarków.

Chrystus pojawił się na tym świecie dokładnie w taki sposób, jak to zapowiedzieli prorocy. W oczach ludzi nie wyglądał jednak na Króla. Nierozpoznany, a w konsekwencji odrzucony. Nie dlatego, że był nierozpoznawalny. Wszystko odbyło się przecież dokładnie tak, jak miało się odbyć. Jedynie ignorancja otoczenia, oczy i serca zamknięte na Boże Słowo, spowodowały, że młody Król nie został uznany za Króla. Nadejdzie jednak dzień, w którym Jego panowanie objawi się w taki sposób, że nikt, największy nawet sceptyk i szyderca nie zaprzeczy, że Jezus Chrystus jest Królem królów i Panem panów.

Przychodzi czasami do głowy ta myśl..., czyli o tym, że w życie duchowe wymaga dyscypliny (rozważań nad regułą duchowego życia część 1)


Poproszono mnie o przeprowadzenie cyklu spotkań na temat życia duchowego. Takiego codziennego życia z Bogiem i ludźmi, w Kościele i w świecie. Od czego zacząć? Może od tego: 

Przychodzi czasami do głowy
ta myśl
że można by tak zacząć
inaczej żyć
mieć chęć do pracy
i żyć inaczej
i lepiej niż dotąd, kto wie,
kto wie? 
pomysł nie nowy
ale piosenka jest:
mniej palić
więcej czytać
znacznie mniej jeść
mieć chęć do pracy
i żyć inaczej
i lepiej niż dotąd, kto wie,
kto wie?
(Grzegorz Turnau)

Tobie też przychodzi, czasami, do głowy ta myśl
Masz wrażenie, że ta piosenka jest o Tobie? Że jej słowa zdumiewająco i niepokojąco trafnie opisują Twoje doświadczenia i tęsknoty w dziedzinie życia duchowego?
Nie jesteś sam!

Żyjemy szybko i powierzchownie. Naszą codziennością żądzą pośpiech, rutyna i głęboko zakorzenione, często nieuporządkowane nawyki. Każdego dnia rozbijamy się o drobne zaniedbania, głupie myśli, niepotrzebne słowa. Zmarnowany czas, którego się wstydzimy, pokusy, którym ulegamy, słabość i zniechęcenie w pracy (Bonhoeffer). Doświadczamy na własnej skórze tego, że  łatwo przychodzi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie (…) nie czynię dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę (Rz 7,18-19 BT). 

A pośród tego wszystkiego przychodzi czasami do głowy ta myśl, że można by tak zacząć inaczej żyć...

Inaczej żyć, czyli: więcej się modlić, więcej czytać, bardziej gorliwie i wnikliwie rozważać Słowo Boże. Być może, częściej pościć. Mniej czasu marnować na głupoty, unikać tego, co prowadzi do grzechu, lepiej radzić sobie z pokusami. Mieć więcej serca i cierpliwości dla innych, więcej gotowości do służenia innym, niesienia pomocy...
mieć chęć do pracy
i żyć inaczej
i lepiej niż dotąd...

pomysł nie nowy...

Co jakiś czas pojawia się światełko w tunelu: jakaś książka, konferencja, wykład... Jakiś kaznodzieja odsłania przed Tobą tajemnicę „codziennego chodzenia w zwycięstwie”, obiecuje radykalną i natychmiastową Przemianę. Przebudzenie zwykle jest bolesne. Zamiast oczekiwanego zwycięstwa, kolejny zawód i jeszcze większa frustracja.

Czy jest na to jakiś sposób?
Oczywiście. Lekko zapomniany. Niepopularny. Mało efektowny. Pozbawiony uroku jaki posiadają cudowne recepty na radykalną i natychmiastową Przemianę.

Tym sposobem jest dyscyplina. Taka szara i codzienna.

Na czym polega dyscyplina? Na wiernym i wytrwałym robieniu właściwych rzeczy we właściwym czasie, niezależnie od ulotnych chęci i nastrojów. W dziedzinie życia duchowego dyscyplina uwalnia modlitwę, rozważanie Słowa, post i inne dobre praktyki z niewoli zmiennych emocji, humorów i aktualnej kondycji umysłowej i fizycznej. Uwalnia ochoczego ducha z niewoli słabego ciała (Mt 26,41). Sprawia, że robimy to, co należy, a nie to, na co mamy ochotę.

Bez dyscypliny nie ma uczniostwa (w języku polskim, w przeciwieństwie do angielskiego ten oczywisty związek nie jest widoczny na pierwszy rzut oka). Uczniostwo to przecież nić innego, jak tylko wysiłek jaki z Bożą pomocą podejmujemy, aby upodobnić się do Chrystusa. Nie zbliżymy się do tego celu ani o krok, jeżeli dobre rzeczy będziemy robić tylko wtedy, kiedy akurat będziemy mieli na to ochotę.


Dyscyplina duchowa jest triumfem stałej i niezmiennej woli (poddanej Chrystusowi) nad słabością ciała (które Chrystusowi poddać się nie chce). Życie pozbawione dyscypliny jest zatem życiem w niewoli ciała i jego pożądliwości.

CDN

Krótkie kazanie na Wielki Piątek

W drugim rozdziale Listu do Rzymian apostoł Paweł ostrzega przed dniem gniewu i objawienia sprawiedliwego sądu Boga, który odda każdemu według uczynków Jego (Rz 2,5-6)

O tym, że Bóg każdemu oddaje „według uczynków jego” czytamy w Piśmie wielokrotnie:

Psalm 62,12-13: Jeden raz przemówił Bóg, a dwa razy to usłyszałem, Że moc należy do Boga i że u ciebie, Panie, jest łaska, Bo Ty odpłacasz każdemu według uczynków jego.

Księga Przypowieści 24,12: Jeżeli mówisz: Nie wiedzieliśmy, to Ten, który bada serca, przejrzy to. A Ten, który czuwa nad twoją duszą, wie o tym i odda każdemu według jego czynu.

Księga Objawienia 20,13: I wydało morze umarłych, którzy w nim się znajdowali, również śmierć i piekło wydały umarłych, którzy w nich się znajdowali, i byli osądzeni, każdy według uczynków swoich.

A zatem, Bóg każdemu oddaje według uczynków jego. Innymi słowy: każdy otrzymuje to, na co zasłużył.

Czasem słowa te brzmią dziwnie w naszych uszach. Zwłaszcza, kiedy widzimy umierające niemowlęta, prześladowanych chrześcijan, ludzi bez powodu mordowanych, wypędzanych, wyzyskiwanych, oszukiwanych, krzywdzonych...

W Wielki Piątek słowa te brzmią naprawdę dziwnie, wręcz niedorzecznie. Czy naprawdę każdy otrzymuje „odpłatę” za swoje uczynki? Widzimy przecież Chrystusa, który zła nikomu nie uczynił przeszedł przez życie dobrze czyniąc, uzdrawiając, nie znaleziono kłamstwa w Jego ustach.

Jaką odpłatę otrzymał?

Czytamy o tym w Ewangelii, śpiewamy w Psalmie 22: niewyobrażalne cierpienie fizyczne i psychiczne (ból i udręka), bolesna męka i śmierć, wzgarda, samotność, odrzucenie. Odrzucenie przez Boga! Kiedy Chrystus woła „Boże mój, Boże mój czemuś mnie opuścił”, wyraża w ten sposób głęboką, choć trudną do pojęcia prawdę...

A zatem, czy naprawdę każdy otrzymuje to, co mu się słusznie należy?

Odpowiadam:

Chrystus na krzyżu otrzymał co prawda nie to, na co zasłużył, ale to co mu się słusznie należało. Wyjaśnia nam to apostoł Paweł: On tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił, abyśmy w nim stali się sprawiedliwością Bożą (Kor 5,21).

Jako „uczyniony grzechem” Chrystus otrzymał słuszną odpłatę - „według uczynków” - za nasze grzechy, które wziął na siebie (Izajasz 53). W tym, co uczyniono Jezusowi na krzyżu nie było ani odrobinę przesady. Bóg oddał mu według uczynków Jego - czyli naszych, które mu przypisano.

Przyjąwszy w posłuszeństwie Ojcu mękę i śmierć, wypełnił wymagania Bożej sprawiedliwości. W nagrodę otrzymał to, na co zasłużył – chwałę Zmartwychwstania i niewzruszone Królestwo.

My, którzy dzięki Bożej łasce uwierzyliśmy w Niego, otrzymujemy – podobnie jak Chrystus – to, co nam się należy, choć nie to na co zasłużyliśmy. Zasłużyliśmy na śmierć i potępienie. Otrzymujemy to, co nam się należy ze względu na Chrystusa - chwałę  Zmartwychwstania i niewzruszone Królestwo, ponieważ Bóg, z łaski przez wiarę „oddaje nam” według Jego (Chrystusa) uczynków.

Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił (Ef 2,8-9)

On dla nas stał się grzechem.
W nim staliśmy się sprawiedliwością Bożą.
Bóg oddał każdemu...

Moje oczy ujrzały zbawienie. Kazanie na pogrzeb Dawida

Rok temu, przeżywszy zaledwie 18 lat, zmarł Dawid. Pożegnaliśmy go z nadzieją, że pewnego dnia spotkamy się znowu – tym razem w domu naszego Ojca w niebie. Nadzieja nasza opiera się nie na ludzkich tęsknotach i marzeniach, ale na niewzruszonych obietnicach Bożych, które On sam dał nam w swoim Słowie. W 8 rozdziale listu do Rzymian czytamy bowiem, że Bóg, który Jezusa Chrystusa z martwych wzbudził, ożywi i nasze śmiertelne ciała. Pouczeni Słowem Bożym wierzymy niezłomnie, że my którzy umieramy z Chrystusem, z Nim również żyć będziemy (Rz 6,8).

Rok temu zgromadziliśmy się pogrążeni w smutku. Wierzyliśmy jednak, że Bóg wszelkiej pociechy jest pośród nas. Dzięki Niemu ból nie zamienił się w rozpacz. Płakaliśmy po wielkiej stracie jaką jest śmierć naszego brata, pocieszając się nawzajem słowami proroka Izajasza, u którego czytamy, że Wszechmocny Pan zniszczy śmierć na wieki i zetrze łzę z każdego oblicza (Iz 25,8).

Zarówno wtedy, jak i dzisiaj pociechę niesie nam wiara w to, że dla Dawida czas cierpień i trosk minął raz na zawsze. Wierzymy, że dzięki wierze w Chrystusa, odziany w płaszcz Jego sprawiedliwości, stanął u wrót nieba i usłyszał zaproszenie: Sługo dobry i wierny – wejdź do radości Pana swego (Mt 25,24).

Wierzymy, że Dawid nie potrzebuje już naszych modlitw, pociechy, zachęty, ani pouczenia. Każdej z tych rzeczy potrzebujemy my. Dlatego, po roku, wracam do kazania, które miałem zaszczyt wygłosić na pogrzebie Dawida:

Kazanie na pogrzeb Dawida

Teraz, o Panie, pozwól odejść swemu słudze w pokoju, według słowa Twojego,
Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów:
Światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela.
(Łk 1, 29-32)

Słowa te wypowiada starzec Symeon. Człowiek, który oczekiwał pociechy Izraela (Łk 2,25). Duch święty objawił, mu że nie ujrzy śmierci dopóki na własne oczy nie ujrzy obiecanego Mesjasza. Tego dnia spotkał, na progu świątyni Marię i Józefa z Dzieciątkiem. Rozpoznał. Oczyma wiary dostrzegł, to co niewidzialne. Zobaczywszy Chrystusa mówi: moje oczy ujrzały Twoje zbawienie.

Słowa te od wieków żyją swoim własnym życiem, jako liturgiczna modlitwa przed snem (kompleta), modlitwa człowieka gotowego na śmierć, gotowego na spotkanie z Panem. Od wieków tymi słowami Kościół modli się wraz ze starcem Symeonem.

Trudno porównywać naszego zmarłego przyjaciela do Symeona. Nie był starcem. Stanął zaledwie na progu dorosłego życia. Śmierć człowieka wiary w podeszłym wieku – takich ludzi Stary Testament nazywa pięknie „sytymi dni” - nadal pozostaje bolesną rozłąką. Nie rodzi jednak tak przejmującego bólu. Łatwiej pogodzić się ze śmiercią człowieka widząc ukończone dzieło jego życia.

Wspominając Dawida nie sposób nie myśleć o przedwczesnej, budzącej sprzeciw śmierci:
Kim byłby, gdyby przeżył jeszcze siedemdziesiąt lat?
Co by osiągnął?
Ile powodów do dumy i radości dostarczyłby swoim bliskim?
Jakim byłby ojcem, mężem, dziadkiem?
Czy byłby pastorem, politykiem, nauczycielem, czy biznesmenem?
Jakie przysługi oddałby Kościołowi, Ojczyźnie, bliźnim?

A jednak, istnieje wspólny mianownik pomiędzy starcem Symeonem i młodzieńcem Dawidem. Dawid, podobnie jak Symeon, mógł odejść w pokoju: jego oczy ujrzały Boże zbawienie. Rozpoznał w sobie grzesznika, w Chrystusie Zbawiciela, w Jego odkupieńczej śmierci źródło jedynej nadziei.
Krótki, ale zwycięski bieg ukończył.
Dla siebie - zyskał życie wieczne.
Innym – mogę o tym zaświadczyć jako pastor, jako instruktor harcerski, jako gość w rodzinnym domu Dawida – pokazał, to co sam zobaczył: zbawienie, które Bóg przygotował wobec wszystkich narodów

Dzisiaj mamy prawo wołać do Boga z bólem serca pytając: Dlaczego?!
Przyjdzie dzień, że poznamy odpowiedź.
Ale już dziś oczyma wiary widzimy, że życie i śmierć naszego przyjaciela nie były bezowocne.

Oby każdy z nas, mając w naszym zmarłym bracie tak niezwykły wzór wiary, mógł dzisiaj przed snem stanąć przed Bogiem i powtórzyć:

Tak, Panie, ja też jestem gotów. Tobie zaufałem, Ty mnie zbawiłeś. Dałeś mi wiarę, przebaczenie grzechów i nowe życie. Teraz, o Panie, pozwól odejść swemu słudze w pokoju, według słowa Twojego, Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów:
Światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela.

Pomódlmy się:

  • Łaskawy i miłosierny Boże, dziękujemy Ci za naszego brata Dawida. Za to, że temu, który jak każdy z nas był zgubionym grzesznikiem, okazałeś swoją łaską. Dziękujemy za wiarę, którą mu dałeś, za nowe życie i przebaczenie grzechów w Chrystusie, a także za świadectwo wiary i wytrwałości, które złożył, zwłaszcza w trudnym czasie choroby i cierpienia. Dziękujemy za radość jaką przez całe swoje krótkie życie wnosił do domu swoich rodziców, za całe dobro jakie wyświadczył innym ludziom
  • Dobry Boże, dziękujemy Ci za rodziców Dawida, za Ewę i Bogumiła, a także za jego siostrę Sarę i brata Filipa. Dziękujemy, że dałeś Dawidowi w dniach jego ziemskiego życia dom pełen wiary i miłości, rodziców którzy otoczyli go troską, byli dla niego wzorem i zachętą w jego podążaniu za Chrystusem, siostrę i brata, którzy byli mu bliscy. Dziękujemy za pełen miłości trud opieki nad Dawidem w czasie choroby, za to że w tych ciężkich chwilach mógł zawsze liczyć na bliskość tych, których najbardziej kochał.
  • Dziękujemy, że dałeś Dawidowi przyjaciół, którzy byli z nim w dobrych i złych chwilach, wspierając go w trudnym czasie choroby i cierpienia
  • Łaskawy Panie, prosimy pokornie, pociesz tych, którzy płaczą po śmierci Dawida, w szczególności prosimy o jego mamę, tatę siostrę i brata. Umocnij ich serca, otrzyj łzy z ich oczu
  • Spraw Panie, aby pamięć o naszym bracie, była dla nas zachętą do wiary i wytrwałości. Daj Panie, każdemu z nas tu obecnych przeżyć nasze dni w wierze, a kiedy wypełnią się nasze dni, daj nam dobrą śmierć, abyśmy pojednani z Tobą przez krew Chrystusa, z Chrystusem umarli, aby żyć z Nim na wieki

Jan Kalwin jako filozof prawa i polityki

Poniższy artykuł jest zapisem mojego wykładu wygłoszonego w grudniu 2009 roku na konferencji zorganizowanej przez Ewangelikalną Wyzszą Szkołę Teologiczną we Wrocławiu. Przypominam go dzisiaj, ponieważ właśnie 10 lipca mija kolejna rocznica urodzin Reformatora

1. Wprowadzenie

Alister Mc Grath w poświęconej Kalwinowi monografii zwrócił uwagę na fakt, iż w naszych czasach „teolog to ktoś zupełnie nieistotny, egzystujący na marginesie zarówno Kościoła, jak i akademii, ktoś oddziałujący co najwyżej na dość ograniczony krąg innych teologów”1. Jest to niezwykle trafna, choć niezbyt budująca obserwacja. Teologia zdaje się nie wywierać realnego wpływu na współczesny świat, do czego zresztą zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Pewną nowością jest to, że teologia, jako dziedzina badań naukowych, zdaje się tracić również wpływ na kościół. Chrześcijaństwo współczesne, skoncentrowane bądź na doświadczeniu religijnym (w ujęciu „konserwatywnym”), bądź na zaangażowaniu społecznym (w ujęciu „liberalnym”), staje się programowo „antyteologiczne”. W związku z powyższym, jeżeli chcemy mówić o Kalwinie używając współczesnej terminologii, oddając jednocześnie sprawiedliwość wielkiemu reformatorowi, musimy na wstępie zaznaczyć, iż był on kimś więcej niż tylko teologiem. Był kodyfikatorem integralnego systemu światopoglądowego obejmującego zarówno kwestie wiary i moralności, jak i spójną i konsekwentną wizję urządzenia „spraw tego świata”, takich jak prawodawstwo, ekonomia, edukacja i polityka. Określenie „kodyfikator” wydaje się przy tym bardziej trafne, niż „twórca”. Jan Kalwin nie dążył bowiem do stworzenia koncepcji oryginalnej. Uważał się raczej za wykładowcę Słowa Bożego i spadkobiercę Tradycji Kościoła - wiernego, choć nie bezkrytycznego (wszak już Cyprian powtarzał, iż stare tradycje polegają częstokroć na powtarzaniu starych błędów). Z pewnością z oburzeniem zareagowałby na sugestię, iż cokolwiek nowego do czystej nauki Słowa Bożego od siebie dodał. Nie siląc się w najmniejszym stopniu na oryginalność, Jan Kalwin wywarł ogromny wpływ na cywilizację chrześcijańskiego Zachodu, którego wielu autorów koncepcji rzekomo rewolucyjnych i przełomowych mogłoby mu tylko pozazdrościć.
Fundamentem kalwińskiego światopoglądu niewątpliwie pozostaje teologia. Wszystko, co Jan Kalwin miał do powiedzenia na temat spraw tego świata, w ten czy w inny sposób wynikało z jego refleksji na temat Boga i Bożego Słowa. Punktem wyjścia dla jego rozważań o prawie i polityce były natura Boga, dzieło stworzenia, odkupienia i opatrzności. Za najwyższe prawo społeczności ludzkiej uważał Prawo Boże objawione w Jego Słowie. Doktryna polityczna Kalwina, to w gruncie rzeczy kolejny rozdział jego teologicznej summy, to „teologia polityczna” - doskonała ilustracja tezy kardynała Manninga, iż wszelkie różnice między ludźmi, również te polityczne, okazują się na końcu religijnymi.


2. Suwerenność Boga

Jan Kalwin zapewne mocno zdziwiłby się, gdyby usłyszał typową, współczesną, krótką prezentację na swój temat. O Kalwinie mówi się bowiem głównie, a niekiedy wyłącznie, w kontekście doktryny predestynacji. Tymczasem genewski reformator nie był ani jej twórcą, ani nawet szczególnie gorliwym propagatorem. Doktryna predestynacji stanowiła jedynie konsekwentne zastosowanie, w dziedzinie soteriologii, doktryny o suwerenności Boga, która jako jedyna zasługuje na miano przewodniej myśli łączącej w jedną, spójną całość różne elementy intelektualnej spuścizny Jana Kalwina. Wiara w Boga jako suwerennego, absolutnego Pan wszechświata, który kieruje losami ludzi i narodów, Prawodawcę i Sędziego pozostaje dla niego zawsze punktem odniesienia. To ona zakreśla również ramy kalwińskiej filozofii prawa i polityki. Według Kalwina Bóg jest Królem królów, od Niego pochodzi wszelka władza, on wyznacza narodom czas i granice ich zamieszkania. Do Niego należy świat i jego mieszkańcy. Któż inny może bowiem decydować o sposobie urządzenia spraw tego świata jeśli nie Król królów i Pan panów?


3. Afirmacja świata

Konsekwencją kalwińskiej doktryny o suwerenności Boga był pełen odwagi, nadziei i inicjatywy stosunek do świata. Skoro świat jest „Boży” - jest nasz! Zdaniem Alistera Mc Gratha nie istniał w XVI w. ruch charakteryzujący się większą afirmacją świata.2 Jej celem było jednak ujarzmienie świata – poddanie pod panowanie Chrystusa. Dlatego też uczniowie Kalwina nie stronili ani od obejmowania urzędów, ani od zajmowania się biznesem, ani od korzystania z uroków życia. Kalwin wielokrotnie podkreślał, że sprawowanie władzy nie sprzeciwia się pobożności, podobnie jak handel, czy jakiekolwiek inne, uczciwe zajęcie. Pomimo, nie pozbawionej podstaw, opinii ascety, którą cieszył się genewski reformator, trudno w jego pismach doszukiwać się pochwały ascezy. Zdaniem Kalwina chrześcijanin winien zachowując zdrowy umiar i czyste sumienie korzystać zarówno z tego, co konieczne do życia, jak i z tego co dostarcza przyjemności3 Za rzecz wielce niebezpieczną uważał nakładanie na ludzkie sumienia okowów cięższych niż te, które nakłada Bóg w swoim Słowie. „Nieludzką filozofią” nazywał naukę, która pozwala człowiekowi korzystać jedynie z tych dóbr, które są niezbędne do życia. Sprawia ona bowiem, że „człowiek wyzuty z wszelkich uczuć staje się tępą kłodą”4 Roland H. Bainton, historyk, autor biografii Lutra napisał, że chrześcijaństwo traktowane poważnie musi albo wyrzec się świata, albo nad nim zapanować. Uciec od świata, albo świat podbić. Kalwin zdecydowanie opowiedział się przeciwko teologii ucieczki. Kto, jeśli nie synowie Króla królów, miałby panować nad światem? Eschatologiczny optymizm i wynikające zeń pełne inicjatywy zaangażowanie w życie polityczne, społeczne i gospodarcze stały się na wiele pokoleń wizytówką kalwinizmu.

4. Najwyższy autorytet Słowa

Jan Kalwin uważał Słowo Boże – Pismo Święte za najwyższy autorytet w każdej dziedzinie. Pismo Święte pochodzi Bowiem w całości od Boga i należy przyjąć to za rzecz najpewniejszą, że „za pośrednictwem ludzi, lecz ponad wszelkim sądem ludzkim, wpłynęło ono do nas z ust samego Boga”5. Kalwin uważał, że bez Słowa Bożego niemożliwe jest poznanie Boga, które prowadzi do zbawienia i życia zgodnego z Jego wolą. Dostrzegając moc i doniosłość ogólnego objawienia, pisał, że „kto chce dojść do Boga Stwórcy, musi mieć Pismo Święte za przewodnika i nauczyciela,6 a „nikt, kto nie czerpał wiedzy z Pisma Świętego nie może mieć najmniejszego wyobrażenia o prawdziwej i nieskażonej nauce”7. Ponieważ Słowo Boże jest jedyną drogą do prawdy i mądrości, Kalwin za św. Augustynem powtarza, że „o wiele lepiej nawet kuleć na tej drodze, niż biec choćby najszybciej, ale nie trzymając się jej.”8 Również Konfesja Genewska, której Kalwin jest autorem, (a według innych źródeł współautorem) głosi, że „naszym pragnieniem jest postępowanie w zgodzie z Pismem Świętym, które jedynie jest normą wiary i religii. Zgodnie z przykazaniem naszego Pana nie może być ono mieszane z żadnym innym wymysłem ludzkim powstałym w oderwaniu od Słowa Bożego. Nie przyjmiemy też żadnej doktryny, która nie wypływa z tego Słowa lub została zniekształcona przez dodatki lub uszczerbki”.9 Słowo Boże, zdaniem Kalwina, nieprzypadkowo przyjęło postać Pisma Świętego. W ten sposób bowiem, człowiek zyskał pewność co do treści szczególnego Bożego objawienia. Zważywszy na słabość ludzkiej natury i jej skłonność do zapominania o Bogu, do ulegania kłamstwu i rozmaitym błędom, „bardzo potrzebny był taki dokument boskiej nauki, aby nie popadła ona w zapomnienie lub nie utonęła w błędach, czy też nie została skażona przez ludzką zuchwałość.”10
Autorytet Słowa Bożego uważał Kalwin za niezależny od jakichkolwiek zewnętrznych świadectw i dowodów. Za zgubne i błędne uważał przekonanie, że Pismo Święte posiada swój autorytet na mocy orzeczenia kościoła. Bezpodstawnym wymysłem nazywał pogląd, iż kościół posiada moc wydawania sądu o Piśmie Świętym i decydowania o kanoniczności poszczególnych jego ksiąg. To kościół, przypomina genewski reformator cytując apostoła Pawła, został zbudowany na fundamencie apostołów i proroków (Ef 2,20). Pismo Święte cieszy się autorytetem nadanym mu przez samego Autora, nie zaś „pochodzącym z łaski ludzi, a więc tak jakby wyżebranym”11
W kontekście teologii politycznej Kalwina szczególne znaczenie ma podkreślana przez niego wielokrotnie i stanowczo zasadnicza jedność Starego i Nowego Testamentu. Chrystus, zdaniem Kalwina niczego do prawa mojżeszowego nie dodał, a jedynie oczyścił je z „kwasu faryzeuszy”.

5. Prawo

Jan Kalwin był prawnikiem i gorącym zwolennikiem idei rządów prawa (wpływ jaki studia prawnicze, a w szczególności prawo rzymskie wywarły na teologię Kalwina, sam w sobie stanowi niezwykle interesujące zagadnienie, wykraczające poza zakres niniejszego opracowania). Od władzy publicznej oczekiwał przede wszystkim tego, aby „ludzie mieli zapewnione spokojne życie, żeby każdy miał, co mu należne, by nikt nie był ciemiężony, ani znieważany, by bez względu na osoby władze zawsze stawały po stronie prawa i sprawiedliwości”.12 Zdaniem Kalwina zasady sprawowania wszelkiej władzy muszą zostać określone prawem, w przeciwnym razie mamy bowiem do czynienia z tyranią. Genewski reformator traktował przy tym różnorodność praw, form i ustrojów państwowych jako rzecz naturalną i dobrą, o ile sprawujący władzę, niezależnie od przysługujących im tytułów i zakresu kompetencji, są poddani prawu.13 Parafrazując C.S. Lewisa, król musi podlegać prawu, bo to prawo czyni go królem.
Prawo jest niezbędne dla istnienia ludzkiej wspólnoty. Bez niego władza staje się tyranią, a rozumne posłuszeństwo zwierzchności nie jest możliwe. Celem prawa, a zarazem celem istnienia społeczności ludzkiej w ogóle jest oddawanie chwały Bogu. „Prawa, które na uboczu pozostawiają troskę o cześć Bożą wyrażając jedynie dbałość o przysporzenie dóbr ludziom, stawiają pług przed wołami”.14 Znamienna jest w tej kwestii jednomyślność dwóch, dość odległych od siebie pod względem czasu i pozycji teologicznych, miłośników świętego Augustyna. W swojej książce Duch Liturgii Joseph Ratzinger (obecny papież Benedykt XVI) pisał bowiem, że prawo jest „konstytutywne dla wolności i wspólnoty. Adoracja, czyli prawidłowy sposób odnoszenia się do Boga, jest konstytutywny dla prawa.”15 Kalwin powtarza również za Cyceronem, że prawo jest „duszą władzy”. Bez prawa, instrumentem władzy pozostaje jedynie złowroga przemoc. Prawo jest niemą władzą, a władza żywym prawem.16 Jedno bez drugiego nie może się ostać.
Dla Kalwina najwyższym Prawodawcą i Sędzią jest Bóg, zaś ponadczasowym i niedoścignionym wzorem prawa pozostaje kodeks mojżeszowy. Rozważając zakres jego zastosowania w państwie chrześcijańskim genewski reformator odwołuje się do tradycyjnego podziału prawa mojżeszowego na prawo moralne, ceremonialne i cywilne (sądowe).17 Prawo moralne to Dekalog, zawartość dwóch kamiennych tablic, na których Bóg wypisał przykazania dotyczące miłości Boga i bliźniego. Dekalog jest wieczny i uniwersalny. Bóg wypisał bowiem prawo moralne nie tylko na kamiennych tablicach ofiarowanych Mojżeszowi, ale również w ludzkich sercach. Wszelkie ludzkie prawo musi zatem realizować niezmienne zasady Dekalogu. Prawo moralne jest miarą słuszności i sprawiedliwości dla praw stanowionych przez narody. Prawo ceremonialne zaś zostało dane Izraelowi do czasu przyjścia Chrystusa, jako pouczenie i zapowiedź odkupienia, które się w Chrystusie dokonało. Ta część prawa została wypełniona w Chrystusie i spełniła swoje zadanie wraz z Jego śmiercią i zmartwychwstaniem. Prawo cywilne (sądowe) to szczegółowe przepisy regulujące codzienne życie izraelskiej społeczności. Kalwin podkreślał, że są one wzorem sprawiedliwego prawa i szkołą sprawiedliwości dla chrześcijańskich narodów. Odzwierciedlają bowiem w sposób doskonały zasady Bożej sprawiedliwości. Nie oznacza to jednak, że mojżeszowe prawo cywilne winno być wprost stosowane po wsze czasy. Tego typu „koraniczne” podejście do kodeksu mojżeszowego budziło gwałtowny sprzeciw genewskiego reformatora.18 Podkreślał on, że narody chrześcijańskie mają prawo ustanawiać własne prawa i „nie bez przyczyny opatrznością Bożą to się dzieje, iż różne krainy różnemi sposoby od zwirzchności rządzone i sprawowane bywają”.19 Narody chrześcijańskie ustanawiając własne prawa winny dążyć do uzgodnienia ich treści z Dekalogiem i do zastosowania niezmiennych zasad Bożej sprawiedliwości, które leżą u podstaw mojżeszowego prawa cywilnego. W zakresie szczegółowych rozwiązań cieszą się jednak daleko idącą swobodą. Zdaniem Kalwina nie ma nic złego w tym, że za to samo przestępstwo różne chrześcijańskie prawodawstwa przewidują różne kary.20

6. Władza cywilna

Skoro Bóg jest Panem Wszechświata, który jawi się jako Jego dzieło i własność, a Boże Słowo jest autorytatywnym tegoż świata i jego spraw opisem, celem stworzenia, ludzkiej wspólnoty, a także celem ludzkiego życia może być jedynie Bóg i Jego chwała. Świat jest przede wszystkim areną, na której rozgrywa się dramat odkupienia. „Ostateczny cel szczęśliwego żywota polega na poznaniu Boga”.21 Według Kalwina człowiek winien troszczyć się przede wszystkim o to, by swoim życiem oddawać Bogu należną Jemu cześć. Podobnie celem istnienia społeczeństwa i władzy cywilnej jest Boża chwała. „Niepodobna, aby powstał na tym świecie jakikolwiek rząd, który by nie troszczył się przede wszystkim o zapewnienie czci Bogu.”22
Na wstępie swoich rozważań na temat władzy cywilnej Kalwin podkreśla, iż wbrew opiniom niektórych współczesnych mu autorów, istnienie władzy nie sprzeciwia się wolności chrześcijańskiej.23 Jest raczej jej należytym zabezpieczeniem, bowiem władza cywilna stanowi zaporę dla publicznego grzechu i bezprawia. Zdaniem Kalwina władza publiczna jest cywilna, ale nie świecka. Jej natura jest bowiem duchowa. Nie wynika to jednak z tendencji do jakiejś szczególnej sakralizacji władzy, lecz z przekonania o duchowym charakterze całej rzeczywistości. Władza, jakakolwiek by była pochodzi od Boga.24Przywołując za przykład Księgę Daniela Kalwin podkreśla, iż to Bóg osadza na tronie pogańskich władców. On, ustami Jeremiasza, nakazuje Izraelitom, aby dochowali posłuszeństwa babilońskiemu królowi.25
Sprawujących władzę Kalwin nazywa sługami Boga, rzecznikami prawdy, sługami Bożej sprawiedliwości. Przypisuje ich urzędom duchowy charakter i duchowe zadania. Kościół i państwo postrzega jako dwa różne narzędzia w ręku Boga, dla realizacji jednego celu. Różnią się one od siebie kompetencjami, instrumentami i obszarem władzy.26 Domeną kościoła jest sumienie. Sprawuje on, mocą Chrystusowego nakazu władzę „kluczy”. Jej instrumentami są Słowo i dyscyplina kościelna. Kościół naucza, napomina, ogłasza przebaczenie grzechów, pozbawia przywilejów społeczności odsuwając od Stołu Pańskiego tych, którzy trwają w grzechu. Zadaniem władzy cywilnej jest strzec cywilnej sprawiedliwości, czuwać nad zewnętrzną poprawnością zachowań człowieka. Atrybutem władzy cywilnej jest miecz. Państwo i kościół potrzebują siebie nawzajem. Kościół formułuje doktrynę chrześcijańską, również w zakresie spraw publicznych. Wyznacza państwu jego zadania. Definiuje dobro wspólne, którego realizacja jest obowiązkiem państwa. Państwo z kolei zapewnia praworządność i ochronę kościoła.
W zakresie wzajemnych relacji pomiędzy państwem i kościołem Kalwin sprzeciwiał się zarówno koncepcji rzymsko-katolickiej, jak i luterańskiej. Według tej pierwszej władza świecka to zbrojne ramię (bracchium saeculare) kościoła. Jej rola, w zakresie w jakim drogi państwa i kościoła się krzyżowały, była niekiedy sprowadzana do egzekucji kościelnych rozstrzygnięć. Papieże przypisywali sobie bowiem najwyższą władzę, zarówno duchowną, jak i świecką. Z kolei według koncepcji luterańskiej to kościół miał być podległy władzy, co zdaniem A. Mc Gratha stanowi być może najbardziej zgubny dla reformacji spadek po Lutrze. Kalwin podkreślał odrębność kościoła od państwa i państwa od kościoła, której istotą jest ścisłe rozróżnienie sfer kompetencji i atrybutów władzy. Władza „kluczy” nie jest wszak tym samym, co władza „miecza”.
Kalwin bardzo mocno podkreślał, iż zadaniem władzy cywilnej jest ochrona dobra wspólnego. Została ona powołana dla dobra poddanych. Jej powołanie jest zatem bardziej służbą niż misją. Dla realizacji celów publicznych władza ma prawo pobierać podatki. Genewski reformator otwarcie krytykował jednak pobieranie zbyt wysokich podatków i marnotrawienie środków publicznych.27 Kalwin uznaje również prawo do prowadzenia wojen, potępiając jednocześnie wojny napastnicze.28
Do zadań władzy cywilnej Kalwin zaliczał między innymi ustanawianie praw (zgodnych z Dekalogiem) i nadzór nad ich przestrzeganiem, ochronę prawdziwej religii i wymiar sprawiedliwości. Uznawał przy tym kompetencje władzy cywilnej do ścigania przestępstw przeciwko obu tablicom Dekalogu (a zatem również do karania za bałwochwalstwo i bluźnierstwo)
Kalwin nie opowiedział się w zdecydowany sposób za żadną z form ustrojowych, choć najwięcej sympatii okazywał republice arystokratycznej. Monarchia jego zdaniem, zbyt łatwo degeneruje się w tyranię, rządy ludu zaś to chaos i brak odpowiedzialności. W tej sytuacji najlepszą formą rządów zdaje się być republika, w której władza należy do „przedniejszych panów i osobliwszych osób”.29
Władzy, której autorytet pochodzi od samego Boga poddani winni są szacunek i posłuszeństwo, o ile władza ta nie nakazuje grzeszyć. Tyranów czeka Boży sąd, aczkolwiek jedynie „sędziowie” - osoby piastujące urzędy publiczne mają prawo stanąć do walki z tyranem. „Nie ma wspanialszego czynu, nawet w opinii filozofów, niż uwolnienie ojczyzny od tyrana. A przecież wyraźnie potępiony jest głosem Najwyższego Sędziego ten, kto będąc prywatnym człowiekiem zadaje gwałt tyranowi (I Sam. 24,7.11)”30

7. Ius reformandi

Rozróżniając władzę cywilną od kościelnej i rozgraniczając, jak na owe czasy dość precyzyjnie, zakresy ich kompetencji, Kalwin był jednak gotów przyznać władzy cywilnej prawo reformowania kościoła. Skoro kościół uporczywie trwa w bałwochwalstwie i herezji, sprawujący władzę mają prawo wzorem starotestamentowych królów – reformatorów podejmować dzieło odnowy prawdziwej religii. Dedykując Zygmuntowi Augustowi swój Komentarz do Listu do Hebrajczyków Kalwin pisał: Jest wiele znaków, które pozwalają mieć niemal pewną nadzieję, że w rzeczy samej jesteś jak Hiskiasz lub Jozjasz, przeznaczony przez Boga do szybkiego przywrócenia w królestwie Polski czystego nauczania tej Ewangelii, która doznaje gwałtu przez działanie szatana i ludzką wiarołomność.”31

8. Konkluzja

Co najmniej od czasów oświecenia towarzyszy nam czarna legenda Kalwina – dyktatora i twórcy systemu rządów teokratycznych w Genewie. Alistair Mc Grath przytacza na tę okoliczność przykłady opinii równie stanowczych, co pozbawionych jakichkolwiek podstaw: Balzaca, który pisał o „egzekucjach i terrorze” i Aldousa Huxleya opisującego przypadek dziecka, któremu rzekomo ścięto głowę ponieważ odważyło się podnieść rękę na rodziców.32 Zachowane do naszych czasów, kompletne i dostępne archiwa genewskie obnażają bezlitośnie absurdalność tego typu sensacyjnych doniesień. Kalwin ani w teorii, ani w praktyce teokratą nie był. Ujmując rzecz w dopuszczalnym uproszczeniu, teokracja polega bowiem na tym, że duchowni decydują o sprawach cywilnych i religijnych. Tymczasem Kalwin, nie będąc nawet obywatelem Genewy, musiał przez wiele lat toczyć zażarte boje z jej świeckimi władzami o niezależność genewskiego kościoła od władz miasta. Konsystorz, któremu przewodził mógł zaś jedynie odsuwać grzeszników od Stołu Pańskiego.
Kalwin nie dążył do podporządkowania władzy cywilnej Kościołowi. Chciał aby państwo na równi z Kościołem było poddane autorytetowi Słowa Bożego. Był zatem raczej teonomistą niż teokratą. Wierzył w autorytet i ponadczasowy charakter Bożego prawa. Uznawał rządy prawa za podstawowy postulat sprawiedliwości, zaś prawo mojżeszowe za standard sprawiedliwego prawa dla chrześcijańskich narodów po wsze czasy.

Przypisy

1. Alister Mc Grath, Jan Kalwin. Kształtowanie kultury Zachodu, Warszawa 2009, s. 15
2. Tamże s. 309
3. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. III, rozdz. 10,1
4. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. III, rozdz. 10,3; cytat za: Myśl filozoficzno - religijna reformacji XVI wieku, Wyboru dokonał, opracował, notą wstępną i przypisami opatrzył Lech Szczucki. [Teksty przełożyli: Juliusz Domański et al.], Warszawa 1972, s. 367
5. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. I, rozdz. 6,5; cytat za: Myśl filozoficzno - religijna reformacji XVI wieku... s. 326
6. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. I, rozdz. 6; cytat za: Myśl filozoficzno - religijna reformacji XVI wieku... s. 312
7. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. I, rozdz. 6,3; cytat za: Myśl filozoficzno - religijna reformacji XVI wieku... s. 316
8. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. I, rozdz. 6,3; cytat za: Myśl filozoficzno - religijna reformacji XVI wieku... s. 317
9. Genewskie Wyznanie Wiary, tłum. B. Jarmulak, cytat za: www.kalwin.info/Konfesja-Genewska.php
10. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. I, rozdz. 6,3; cytat za: Myśl filozoficzno - religijna reformacji XVI wieku... s. 316
11. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. I, rozdz. 7,1; cytat za: Myśl filozoficzno - religijna reformacji XVI wieku... s. 320
12. Komentarz do 1 Listu do Tymoteusza, cytat za: Piwko Stanisław. Jan Kalwin, Życie i dzieło, Warszawa 1993 s. 167
13. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. IV, rozdz. 20,14
14. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. IV, rozdz. 20,9; cytat za: Piwko Stanisław. Jan Kalwin... s. 166.
15. Joseph Ratzinger, Duch Liturgii, Poznań 2002, s. 21
16. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. IV, rozdz. 20,13
17. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. IV, rozdz. 20,13.
18. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. IV, rozdz. 20,13
19. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. IV, rozdz. 20,13, cytat za Jan Kalwin, O zwierzchności świeckiej, Warszawa 2009 s. 73
20. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. IV, rozdz. 20,14
21. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. I, rozdz. 5,1; cytat za: Myśl filozoficzno - religijna reformacji XVI wieku... s. 289
22. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. IV, rozdz. 20,9; cytat za: Piwko Stanisław. Jan Kalwin... s. 166.
23. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. IV, rozdz. 20,1
24. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. IV, rozdz. 20,24
25. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. IV, rozdz. 20,25
26. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. IV, rozdz. 20,1
27. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. IV, rozdz. 20,23
28. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. IV, rozdz. 20,10
29. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. IV, rozdz. 20,7; cytat za: Jan Kalwin, O zwierzchności świeckiej... s. 71
30. Nauka religii chrześcijańskiej, ks. III, rozdz. 10,5; cytat za: Myśl filozoficzno - religijna reformacji XVI wieku … s. 371
31. Dedykacja dla Zygmunta Augusta zamieszczona przez Jana Kakwina w Komentarzu do Listu do Hebrajczyków, tłum. B. Jarmulak, cytat za: www.kalwin.info/Teo.php
32. Alister Mc Grath, Jan Kalwin. Kształtowanie kultury Zachodu... s. 160