O SŁOWIE: kazania i artykuły o tematyce teologicznej

O codziennym ŻYCIU z Bogiem

O chrześcijańskim POWOŁANIU we wszystkich jego aspektach

Kazanie na ślub Ani i Pawła

O małżeństwie napisano mnóstwo książek. Wśród kilku takich, które warto przeczytać są „Pamiętniki Adama i Ewy” Marka Twaina. Pozwólcie moi drodzy, że zaprezentuję krótki fragment, w którym Ewa zastanawia się nad tym dlaczego właściwie kocha Adama:

Gdy zadaję sobie pytanie, dlaczego go kocham, okazuje się, że nie wiem, i tak naprawdę nie bardzo chcę wiedzieć. Przypuszczam więc, że tego rodzaju miłość nie jest wytworem rozumowania i statystyki (…) Kocham niektóre ptaki za ich śpiew; lecz Adama nie kocham ze względu na jego śpiewanie; nie, nie dlatego. Im więcej śpiewa, tym trudniej jest mi się do tego przyzwyczaić. Mimo tego proszę go, by śpiewał, ponieważ pragnę polubić wszystko to, co go interesuje (...)
Nie kocham go również ze względu na bystrość jego umysłu; nie, nie dlatego. To nie jego wina, że jego umysł jest, jaki jest, gdyż sam go sobie nie stworzył. Adam jest taki, jakim stworzył go Bóg, i to wystarcza. Krył się w tym mądry zamysł, tyle wiem na pewno. Z czasem jego umysł się rozwinie, choć sądzę, że nie będzie to gwałtowny proces. Jednakże nie ma pośpiechu. Taki, jaki jest
teraz, jest wystarczająco dobry.
Nie kocham go również ze względu na jego życzliwość i wyrozumiałość, czy też delikatność. Nie, ma pod tym względem braki, ale taki jak teraz, jest wystarczająco dobry, a robi postępy.
Nie kocham go również ze względu na jego zaradność; nie, nie dlatego. Sądzę, że ma ją w sobie,
i nie wiem, dlaczego to przede mną ukrywa (...)

Dlaczegóż zatem go kocham? Myślę, że po prostu dlatego, iż jest mężczyzną. W głębi serca jest
dobry i za to go kocham, ale mogłabym go kochać i bez tego (...)
Jest silny i przystojny, i za to go kocham, podziwiam go i jestem z niego dumna, ale mogłabym
go kochać, gdyby taki nie był (...)

Tak, sądzę, że kocham go po prostu dlatego, że jest mój i jest mężczyzną. Przypuszczam, że nie ma innego powodu (...) tego rodzaju miłość nie jest wytworem rozumowania i statystyki.

Zdaje się, że Mark Twain trafił w samo sedno. Na tym właśnie polega oblubieńcza miłość:

Kocham go dlatego, że jest mój i jest mężczyzną.
Kocham ją dlatego, że jest moja i jest kobietą.
Nie ma innego powodu. Tego rodzaju miłość nie jest wytworem rozumowania i statystyki. Nie podlega żadnej kalkulacji.

Tę samą myśl odnajdujemy w biblijnej Pieśni nad pieśniami: Mój miły jest mój, a ja jestem jego (Pnp 2,16). i to całkowicie wystarcza. Nie wymaga dodatkowego uzasadnienia.

Dlaczego mężczyzna kocha kobietę?
Nie dlatego, że nigdy dotąd nie spotkał innej, bardziej atrakcyjnej. I nie tak długo, dopóki takiej nie spotka. Kocha ją dlatego, że jest kobietą i należy do niego. Dlatego, że spośród miliardów kobiet wybrał właśnie ją.

Apostoł Paweł przypomina nam, że miłość małżonków jest obrazem miłości Chrystusa i kościoła – Boga i Jego ludu (Mówi o tym List do Efezjan 5,27). Chrystus umiłował kościół nie dlatego, że jest on społecznością doskonałych, pełną cnót i zalet, pozbawioną wad, bo Kościół taki nie jest. Po prostu, z niezrozumiałych dla nas powodów, Chrystus umiłował nas grzeszników i wydał za nas samego siebie. Kocha kościół, który odkupił swoją drogocenna krwią. Kocha nas bo, odkąd nas zbawił, należymy do Niego Nie ma innego powodu. Tego rodzaju miłość nie jest wytworem rozumowania i statystyki. Nie podlega żadnej kalkulacji.

W Starym Testamencie Bóg przypominał Izraelitom:
Nie dlatego, że jesteście liczniejsi niż wszystkie inne ludy, przylgnął Pan do was i was wybrał, gdyż jesteście najmniej liczni ze wszystkich ludów. Lecz w miłości swej ku wam (5 M 7,7-8). Nie ma innego powodu. Tego rodzaju miłość nie jest wytworem rozumowania i statystyki. Nie podlega żadnej kalkulacji.

Aniu, Pawle, Bożym darem dla Was jest oblubieńcza miłość. Taka, która nie jest wytworem rozumowania i statystyki. Miłość, której cała wielkość zamyka się w prostym wyznaniu: Mój miły jest mój, a ja jestem jego (Pnp 2,16).

To właśnie taka miłość, dzięki Bożej łasce zakiełkowała w Waszych sercach. Strzeżcie jej, bo jest ona Waszym wielkim skarbem. Niech wzrasta, dojrzewa i wydaje wspaniałe owoce.

Wasza wzajemna miłość jest czymś naprawdę wielkim, ale dzisiaj Bóg chce dodać do niej coś jeszcze. Coś więcej. Coś większego. Coś co Waszą miłość uświęci, wzmocni, podtrzyma.

Tym czymś, jest święty węzeł małżeńskiego przymierza.

Jedno z najpiękniejszych kazań ślubnych w historii Kościoła napisał na ślub swojej siostrzenicy Dietrich Bonhoeffer, urodzony we Wrocławiu luterański pastor. Nie miał okazji go wygłosić – jako zaprzysięgły wróg Hitlera i narodowego socjalizmu siedział wtedy w wiezieniu. Sam był w tym czasie zaręczony. Bonhoeffer pisał:

Małżeństwo to coś więcej niż wasza wzajemna miłość. Ma ono wyższą godność, ponieważ jest świętym nakazem Boga. Przez nie On chce rozwijać ludzkość aż do końca czasów. W waszej miłości widzicie tylko samych siebie na tym świecie, lecz w małżeństwie jesteście ogniwem w łańcuchu pokoleń, które pojawiają się dzięki Bogu, dzięki Niemu przechodzą do Jego chwały i które On wzywa do swego Królestwa. W swojej miłości widzicie tylko niebo waszego szczęścia, lecz w małżeństwie otrzymujecie zobowiązania wobec świata i ludzkości. Wasza miłość jest waszą prywatną własnością, lecz małżeństwo jest nie tylko czymś osobistym – jest to pewien status, pewien urząd. Jak wysoko Bóg jest ponad człowiekiem, tak świętość, prawa i obietnica małżeńska wznoszą się ponad świętością, prawami i obietnicą miłości. To nie wasza miłość podtrzymuje małżeństwo, lecz od teraz małżeństwo podtrzymuje waszą miłość.

Doskonale pamiętam wrażenie, jakie zrobiły na mnie te słowa wiele lat temu, kiedy przeczytałem je po raz pierwszy.

Aż do tej myślałem, że małżeństwo potrzebuje miłości, żeby trwać.
A tymczasem okazuje się, że to przede wszystkim miłość potrzebuje małżeństwa. Żeby trwać i rozkwitać. To nie wasza miłość podtrzymuje małżeństwo, lecz od teraz małżeństwo podtrzymuje waszą miłość.

Nic tak dobrze nie służy miłości, jak małżeństwo. Zapewnia jej równowagę i trwałość (...). Wyzwala z tyranii silnych, lecz niedojrzałych uczuć (Larry Christenson). Wielka miłość to nie jest WARUNEK udanego małżeństwa – to raczej jego OWOC.

A zatem, dbajcie o Wasze małżeństwo, a Wasza miłość nigdy nie osłabnie i nie ustanie. Nigdy nie zapominajcie o słowach małżeńskiej przysięgi. Niech każde z Was zachowa w pamięci przede wszystkim swoje własne zobowiązania. Niech każde z was troszczy się raczej o to, co może i powinno dać swemu małżonkowi, zamiast o to, czego ma prawo się od niego domagać. Bardziej błogosławioną rzeczą jest dawać, aniżeli brać, jak nauczał nasz Pan.

W ten oto sposób Wasze małżeństwo potrzyma, umocni i rozpali Waszą wzajemną miłość.

Pawle, zatroszcz się przede wszystkim o to, aby kochać Anię jak Chrystus Kościół. Nie uzależniaj swojej miłości od tego, jaką żoną będzie Ania. Kochaj ją jak Chrystus kocha kościół – taką jaką jest, ze wszystkimi jej słabościami, grzechami i ułomnościami. Kochaj ją także wtedy, kiedy będzie cię ranić i zasmucać. Pamiętaj: „Bóg zaś objawia swoją miłość ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami Chrystus za nas umarł””

Aniu, kochaj swojego męża i bądź mu uległa zawsze. Nie pod warunkiem, że jego miłość będzie doskonała. Nie będzie. Przyjmij go takim, jaki jest ze wszystkimi jego wadami i przywarami. Kochaj go i bądź mu uległa, nie dlatego, że jest doskonały. Jeśli jeszcze tego nie widzisz, zapewniam cię, że doskonały nie jest. Kochaj go i bądź mu uległa, bo jest twoim mężem.

Pamiętajcie, że świat, w którym żyjemy jest Bożym światem. A zatem, rządzą nim reguły ustanowione przez Boga. Stwórca miłości wie najlepiej, czym jest miłość. Bóg, który ustanowił przymierze małżeńskie wie najlepiej jak powinno wyglądać wasze małżeństwo. W Słowie Bożym szukajcie mądrości. Ze Słowa Bożego uczcie się jak chronić, podtrzymywać i odnawiać waszą miłość. Pamiętajcie, że prawdziwa miłość nie jest podobna do infekcji, która pojawia się i znika bez udziału waszej woli. Będziecie mieli na nią większy wpływ, niż się powszechnie uważa. Miłość nie jest afektem. Jest stałą i niezmienną wolą oddawania całego siebie drugiej osobie. Pragnieniem zjednoczenia tak ścisłego, jak to tylko możliwe. Możecie ją stłumić, albo podtrzymywać i ciągle na nowo rozniecać. Dbajcie o Waszą miłość. Pielęgnujcie ją. Znajdziecie na to swoje sposoby.

Pamiętajcie o zobowiązaniach wobec Boga, kościoła i całej ludzkości. Bonhoeffer przypomina nam: W swojej miłości widzicie tylko niebo waszego szczęścia, lecz w małżeństwie otrzymujecie zobowiązania wobec świata i ludzkości. Wasza miłość jest waszą prywatną własnością, lecz małżeństwo jest nie tylko czymś osobistym – jest to pewien status, pewien urząd. Krótko mówiąc, ciesząc się sobą nie zapominajcie o tym, że żyjecie dla innych. Spośród wszelkich ludzkich wspólnot małżeństwo najbardziej przypomina wspólnotę doskonała, jaką jest Trójca Święta. Trójjedynemu Bogu niczego nie brakuje. Pełnię życia i chwały ma sam w sobie. Nie potrzebuje nikogo i niczego. Podobnie małżeństwo jest doskonałą wspólnotą dwojga osób: dwoje jednym ciałem. A jednak doskonała wspólnota Trójcy nie żyje dla siebie: Bóg Ojciec stwarza nas, Chrystus nas zbawia, a Duch Święty uświęca. Podobnie małżeństwo nie tylko cieszy się swoją doskonała jednością. Małżonkowie pragną być dla innych: zrodzić i wychować dzieci. Posłać je w świat. Pomagać innym. Wzajemna miłość małżonków, podobnie jak wzajemna miłość Osób Boskich wylewa się na zewnątrz.

Niech tak właśnie będzie z Wami. Zgodnie z treścią skautowego przyrzeczenia: Z Bożą pomocą uczyńcie wszystko,a by służyć: Bogi, Kościołowi, bliźnim. Dobrze znacie te słowa: Starajcie się uczynić świat odrobinę lepszym niż go zastaliście (B-P).

Jeżeli Bóg obdarzy Was dziećmi, wychowajcie je w posłuszeństwie Chrystusowi. Niech Wasz dom będzie wypełniony Słowem Bożym i modlitwą. Niech będzie oazą gościnności, życzliwości i zachęty dla Waszych braci w Chrystusie. Niech owoce Waszej pracy służą nie tylko Wam. Wspierajcie w potrzebach Waszych braci. Uczcie się dzielić chlebem i radością, ze wszystkimi.

Bądźcie wdzięczni za wszystko. Bogu, sobie nawzajem, innym ludziom. Pamiętajcie: Tylko ten, kto dziękuje za rzeczy małe, ma prawo oczekiwać również rzeczy wielkich.

Pawle, pamiętaj, że to Ty jesteś głową swojej żony i całej rodziny. W twoje ręce Bóg powierzył władzę, ale też na Twój kark złożył pełną odpowiedzialność. Materialna i duchowa pomyślność Ani zależeć będzie przede wszystkim od ciebie. Dbaj o nią, aby mogła wzrastać w swej wierze, w oddaniu Chrystusowi i tobie. Kochaj ją pomimo jej upadków i niedociągnięć. Kochaj ją, bo jest najcenniejszym człowiekiem w twoim życiu. Bądź gotów oddać dla niej życie. Brzmi to górnolotnie, ale realizuje się w całkiem przyziemny sposób: Nigdy nie zaniedbuj Ani. Nigdy nie zapominaj o ciepłym słowie i czułym geście. Nie żałuj czasu na długie rozmowy. Zawsze okazuj jej wiele czułości, nawet wtedy, kiedy jesteś zmęczony i na nic nie masz ochoty. Zadbaj o to, aby czasami mogła odpocząć od swoich codziennych obowiązków. Spraw, niech zawsze czuje się otoczona troską, kochana i podziwiana, jako kobieta.

Aniu, wspieraj Pawła w jego pracy i powołaniu najlepiej, jak potrafisz. Pamiętaj, że odtąd macie jedno wspólne powołanie. Twoim powołaniem jest być dla Pawła odpowiednią pomocą we wszystkim, do czego powołał go Bóg. Wspieraj go. Nigdy go nie zniechęcaj. Przygotuj się na to, że nie zawsze będzie ci okazywał swoją miłość w doskonały sposób, zwłaszcza kiedy będzie zmęczony wracał z pracy do domu późnym wieczorem. Nie zniechęcaj się. Bądź mu wierna w małych i wielkich sprawach. Pozwól mu cieszyć się tobą. Zadbaj o atmosferę w Waszym domu, tak na zawsze pozostał miejscem, do którego po prostu chce się wracać. Zrób to w sposób, w jaki tylko kobieta potrafi to zrobić.

Szanujcie też nawzajem Waszą wolność. Małżeństwo to jedność, ale bez utraty indywidualności. Pozwólcie, że znowu odwołam się do tego, co widzimy w Trójjedynym Bogu: doskonała jedność, doskonała wolność każdej z Boskich Osób. Pisząc o małżeństwie pięknie wyraził to w swoim wierszu libański poeta Khalil Gibran:

Kochajcie się wzajemnie, tylko nie róbcie z miłości okowów.
(...)
Śpiewajcie i tańczcie razem; bądźcie radośni;
lecz pozwólcie jedno drugiemu na samotność,
Tak jak struny lutni są samotne, choć drżą tą samą muzyką.
(...)
Albowiem kolumny świątyni stoją oddzielnie,
A dąb i cyprys nie rosną jeden w cieniu drugiego.

Jeszcze jedno: Małżeństwo to nie jest prosta sprawa. To wielkie wyzwanie. Czasami trudno Wam będzie ze sobą wytrzymać. Jak mawiał Churchil: „Obiecuję Wam krew, znój, pot i łzy”. Potraktujcie to jako kolejną próbę. Kolejną sprawność do zdobycia. Właśnie wtedy patrzcie na Chrystusa! W Nim szukajcie rozwiązania wszystkich waszych małżeńskich problemów, odpowiedzi na wszystkie trudne pytania. W Jego Słowie poszukujcie mądrości. Nie szukajcie dróg na skróty, cudownych recept i tanich rozwiązań. Nie dawajcie wiary tym, którzy obiecują cudowną przemianę waszego małżeństwa i koniec wszelkich kłopotów w trzy dni, albo zwrot pieniędzy. Prawdziwa miłość to codzienne umieranie dla grzechu, zapieranie się siebie, naśladowanie Chrystusa. To jest wąska droga, która w ostateczności prowadzi do radości i chwały!

Cieszcie się sobą, szanujcie czas, który możecie razem spędzić, radujcie się swoją bliskością, rozkoszujcie się nią. Przeżywajcie Wasze małżeństwo jako wspaniałą przygodę, daleką podróż, w którą dziś zabiera Was Wasz opiekun i przewodnik – Jezus Chrystus.

Pamiętajcie też, że małżeństwo jest jak gazeta: tytuł może istnieć na rynku nie wiadomo ile lat, a i tak codziennie trzeba przygotować nowe wydanie i wydrukować tak, żeby się podobało (Rafał Ziemkiewicz).


Amen.